W niedzielę 19 czerwca 2019 r. w naszym kościele odbyło się Uroczyste wprowadzenie Relikwii o. Maksymiliana Kolbe

Czy wiesz, że istnieją relikwie św Maksymiliana M. Kolbe

Skąd są te relikwie?
Czytamy na profilu facebookowym Br. Jana Hruszowca OFMConv: “Co do relikwii o Maksymiliana, to są to włosy z jego brody. Na początku II wojny światowej ojciec Kolbe zgolił brodę, którą zapuścił na misjach w Japonii. Klasztorny fryzjer, br. Akurcjusz Pruszak schował włosy z brody Ojca Kolbe i skrupulatnie je przechowywał. Współbracia przypuszczali, że Ojciec Maksymilian może zostać kiedyś świętym, dlatego przechowywali rzeczy Ojca Maksymiliana, a brat fryzjer przechował włosy z brody.” Na fotografii widzimy mały okrągły relikwiarz, który umieszczony będzie w ostenstorium, służącym do ukazywania wiernym podczas nabożeństw i adoracji. Napis głosi że są to relikwie św. Maksymiliana Marii Kolbe, z jego włosów. Dobrze że zachowano tę brodę, ponieważ teraz stanowi ona łatwy do podzielenia materiał. Takie relikwie są rozprowadzane po wielu miejscach w Polsce i poza jej granicami. Wierni modląc się przed takimi relikwiami otrzymują wiele łask. Na przykład stale do adoracji wiernym ukazywane są relikwie św Maksymiliana w warszawskim kościele Najświętszego Zbawiciela, w bocznej kaplicy w której jest czczony obraz Matki Bożej Zbawiciela.

Jak uczcić relikwie?
Są też okazje do publicznego uczczenia tych relikwii w publicznych obrzędach. W wielu kościołach w których są te relikwie praktykuje się błogosławieństwo wiernych tymi relikwiami, w dni szczególnie poświęcone kultowi tego świętego. W klasztorach Braci Mniejszych Konwentualnych, w których jest szczególny kult św. Maksymiliana, w Polsce w Niepokalanowie gdzie żył i pracował, oraz w Harmężach blisko miejsca męczeństwa praktykowane jest nabożeństwo „Transitus” przypominające przejście św. Maksymiliana drogi z ziemi do nieba, ułożone na wzór nabożeństwa do św Franciszka. Rozpoczyna się ono w celi świętego a kończy w kościele, tekst nabożeństwa jest różny w każdym sanktuarium.


Opis śmierci św Maksymiliana według tekstu „Transitus” z Harmęży

„Zaraz też esesmani kazali zdjąć buty skazanym i poprowadzili ich do bunkra głodowego. A jeden z nich tak był słaby, że słaniał się na nogach, więc ojciec Maksymilian objął go ramieniem, podtrzymał, i tak szli razem. I zaprowadzili ich do bloku numer 11, oznaczony wówczas numerem 13. Kazali im rozebrać się do naga. Wpędzili ich wszystkich dziesięciu do piwnicy, do celi numer 18, bardzo niskiej i małej, o wymiarach dwa i pół metra na dwa i pół metra, z jednym zakratowanym, kwadratowym okienkiem pod sufitem, z podłogą z betonu. W rogu stało wiadro na odchody. Tam mieli umrzeć głodową męką. Esesmani zatrzasnęli żelazne drzwi.
Więzień Polak, Bruno Borgowiec, w Auschwitz numer 1192, był zatrudniony w administracji obozu, ale w tamtym czasie został też przydzielony do opróżniania wiadra i wynoszenia zmarłych z celi numer 18. Wchodził tam każdego dnia. Dał on zeznanie, że ile razy otworzył drzwi zastawał więźniów na modlitwie. I że cały czas dochodziły z celi śpiewy pieśni nabożnych, słychać było odmawianie litanii i różańca, które to prowadził jeden głos, ojca Maksymiliana, a inne głosy mu odpowiadały.
Z czasem głosy stawały się coraz słabsze. Każdego dnia Borgowiec, nadzorowany przez dwóch esesmanów, wyciągał z celi śmierci kolejne ofiary. Po dwóch tygodniach męki, dnia 14 sierpnia 1941 roku, ojciec Maksymilian pozostawał jeszcze żywy, i jeszcze trzech innych. Co widząc, esesmani wezwali pielęgniarza a zarazem kata, niemieckiego kryminalistę o nazwisku Bock, aby dobił ich zastrzykami trucizny. Widząc oprawcę ze strzykawką pochylającego się nad nim, ojciec Maksymilian sam wyciągnął do niego ramię lewej ręki. A widząc to więzień Borgowiec nie był w stanie powstrzymać szlochu i na chwilę się usunął.
A gdy więzień Borgowiec wrócił po krótkiej chwili, znalazł ojca Maksymiliana siedzącego na podłodze i, jak poprzednio, opartego plecami o ścianę. Jego czyste ciało jakby promieniowało. Jego głowa była pochylona nieco w bok, a oczy szeroko otwarte, utkwione w jeden punkt, jakby zastygłe w radosnym zachwycie. Całe oblicze jaśniało radością. Borgowiec wrócił do biura, w którym pracował i stwierdził, że godzina była dokładnie 12.50, a więc ojciec Maksymilian zmarł, w wigilię święta Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Pomyślał, że to ona sama pospieszyła przyjść po swego rycerza. Zaraz potem, Borgowiec, pod nadzorem esesmanów, wraz z innym więźniem, a był to Maksymilian Chlebik, numer obozowy 1251, przenieśli ciało ojca Kolbego do umywalni, a następnego dnia wyznaczeni więźniowie w drewnianych skrzyniach zanieśli je do pobliskiego krematorium. Spalenie ciała nastąpiło już w pełni święta Wniebowzięcia, 15 sierpnia Roku Pańskiego 1941. Popioły z krematorium rozsypywano po okolicznych polach i rozniósł je wiatr. Użyźniały polską glebę. Stało się tak, jak przepowiedział… Pragnę być starty na proch dla Niepokalanej i aby ten proch został rozniesiony przez wiatr po całym świecie.”